Dziennik Pokładowy Smardzewice, dnia 1 czerwca 2013 r.
Hufcowego Klubu Żeglarskiego
4The Wind
„Za późno!”
W dnu 1 czerwca 2013 r. na akwenie Zalewu Sulejowskiego w Eko Stanicy Żeglarskiej odbyły się IV Regaty o Puchar Województwa Łódzkiego. Mimo deszczowej pogody w zawodach wzięło udział kilkanaście załóg w klasach: Open, jachtów kabinowych i otwarto-pokładowych. Z powodu warunków atmosferycznych odbyły się tylko trzy biegi, ale jak stwierdził sędzia główny regat, Tadeusz Kotela, atmosfera i humory dopisały.
Tych kilka słów na temat regat możecie przeczytać na stronach internetowych poświęconych żeglarstwu w regionie łódzkim. Niestety nie ma w nich wzmianki
o sławetnej grupie regatowców z HKŻ 4TheWind. Powodem tego przeoczenia jest krótka historia, którą chciałby się z wami podzielić.
W ciepłych promieniach wiosennego słońca, przeciskających się przez gęste chmury i przyjemnie chłodzących podmuchach wiatru. Zaczęła się nasza kolejna regatowa przygoda. O świcie pierwszego dnia czerwca wraz z Rafałem i Karolem wybraliśmy się na wyżej wspomniane regaty. Uzbrojeni w niezbędny sprzęt, stroje, humor i wolę walki wyjechaliśmy z Łodzi. Po kilkudziesięciu minutach jazdy byliśmy
w niewielkiej miejscowości zwanej Smardzewice, z której to czarterowaliśmy jacht. Wciąż kontrolując czas, jaki mamy na dopłyniecie do Zarzęcina, szybko otaklowaliśmy łódź i wyruszyliśmy we wcale nie tak krótką podróż. Wiatr wiał z kierunku południowo-zachodniego z prędkością ok. 8 –10 km/h, co nieco utrudniało nam szybkie dotarcie do celu. Karol, który tego dnia nie czuł się najlepiej i większą część pływania przeleżał pod pokładem, był w stałym kontakcie z organizatorami regat. Baliśmy się, że możemy nie zdążyć na miejsce i chcieliśmy wiedzieć, czy trochę na nas poczekają. Z minuty na minutę mina naszego sternika smutniała, a czas nieubłaganie płynął. Mieliśmy jednak nadzieję, że mimo warunków pogodowych i konieczności halsowania będziemy na czas. Płynęliśmy już od trzech godzin, kiedy to odrobinę spokoju wprowadziła wieść
o przełożeniu biegów na 12:30. Spokojni pokonywaliśmy kolejne metry omawiając strategie i podział obowiązków na jachcie. Snuliśmy marzenia o pokazaniu się z jak najlepszej strony i zajęciu jednego z czołowych miejsc, kiedy już naszym oczom ukazały się pierwsze boje oznaczające trasę regat. Wiedzieliśmy, że nie będzie czasu na przerwę. Zasiedliśmy na swoich miejscach i obraliśmy kurs na jacht z sędziami. Mimo telefonów Karola do organizatorów musieliśmy zgłosić naszą gotowość do startów. Na chwilę oderwałem się od obowiązków i zerknąłem na akwen. Białe żagle przesłaniały mi horyzont co sprawiło, że jeszcze bardziej nabrałem ochoty na rywalizację. W pewnej chwili usłyszałem „jeszcze dwieście metrów do celu”, a zaraz za tymi słowami wystrzał. Dźwięk oznajmiający rozpoczęcie regat. Spojrzeliśmy po sobie ze zdziwieniem. Przecież wiedzieli, że do nich płyniemy i że będziemy za parę minut, a do celu zostało na kilkadziesiąt metrów. Płyniemy do głównego sędziego dowiedzieć się co i jak, nie okazując złości czy rozczarowania. Kiedy byliśmy na wysokości jachtu sędziów tłumacząc sytuację i zadając pytanie, czy jednak możemy wziąć udział, usłyszeliśmy dwa słowa. „Za późno”. Bardzo nas to zdziwiło. Gdzie ta żeglarska brać, o której tak wiele się mówi? Przyznam szczerze, że ta decyzja zaskoczyła nas i bardzo rozczarowała. Nie było nawet dyskusji, czy chęci do rozmowy ze strony naszego rozmówcy. Mogliśmy przecież wziąć udział w tych regatach nawet poza klasyfikacją, honorowo mierząc się z rywalami. Niestety decyzja była nieodwracalna. Odprowadzając wzrokiem malejącą w oczach postać sędziego postanowiliśmy przybić do brzegu i odwiedzić naszych znajomych „szczurów lądowych”. Napiliśmy się gorącej herbaty, co tego dnia i po takiej sytuacji podniosło morale załogi. Nie chcąc tracić czasu i dobrego wiatru wskoczyliśmy na jacht zabierając ze sobą znajomego. Zrobiliśmy kilka rundek dookoła trasy regat, a po odstawieniu przyjaciela na ląd ruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem płynąc
z wiatrem nie mieliśmy wątpliwości, że to co w pierwszym kierunku zrobiliśmy w cztery godziny w drugą stronę zajmie nam dużo mniej czasu. Nie spodziewaliśmy się jednak aż takiego pogorszenia pogody. Deszcz i błyskawice towarzyszyły nam w półtoragodzinnej podróży powrotnej. I tak oto dzień chyląc się ku końcowi zostawił w nas niedosyt wrażeń związanych z regatami. Nie mniej jednak czekamy na możliwość pokazania co potrafimy na kolejnych regatach.